Aktualności 2011

29.10.2011

Kotuń Super Fast Race Edition IV


Relacja Kuby z Kotuń Super Fast Race Edition IV: 29 października ATS został zaproszony na IV już edycję Kotuń Super Fast Edition. Wybraliśmy się w składzie: Dominik Jastrzębski, Adam Borkowski, Jakub Wiater oraz Weronika Wyszomirska. 3 stopnie powyżej zera oraz guma złapana przez Dominika w drodze na miejsce trochę popsuła nam nastroje. Po dotarciu grupowy objazd trasy, 5 min przerwy, start honorowy i strat ostry 0.6 km od “Biura Zawodów”. Niestety nie widziałem jak Dominik z Adamem popruli na początku, ponieważ zostałem z tyłu. Zwyciężył Adam przed Dominikiem i Powerkiem. W kategorii kobiet wygrała Weronika Wyszomirska przed Anią Świtalską. Nagrody i dyplomy pierwsza klasa. Po wyścigu każdy mógł sobie upiec kiełbaskę i pogadać o sezonie. Podsumowując: organizacja na najwyższym poziomie (fajnie poczuć się jak na zawodach ProTour), trasa bardzo wymagająca i dokładnie oznaczona (ukłony w stronę p. Grzegorza Wierzbickiego i całej ekipy Leniwców), no i oczywiście wspaniała atmosfera i choinka z rowerów. Już nie mogę doczekać się kolejnej edycji.

Wyniki KSFR IV
Galeria zdjęć


9-10-2011

Le tour de Błogoszcz 3 - zakończenie sezonu


Tradycyjnie odbył się sprinterski wyścig na zakończenie sezonu. Odbyło się bez niespodzianek, wygrał Dominik przed Adamem, Karolem Łęczyckim, Maćkiem Kozłowski i Kubą Wiatrem. Jak będzie w przyszłym sezonie? Tego się przekonamy.


2-10-2011

Siedlecki Cross Rowerowy 2011


2 miejsce Adama Borkowskiego w kat. Open oraz 2 Maćka Karasińskiego kat. + 40 lat. Rzutem na taśmę wygrał Bartek Myć, kolejno Adam, Mikołaj z Białorusi, Powerek, kolega mniej znany, Krzysiek Biarda, Piotrek... plus reszta... ATS reprezentowali również Karol Łęczycki, Karol Karasiński i Dominik który miał defekt roweru na 5 okrążeniu, a jechał w 4-osobowej ucieczce...

zdjęcia


29-09-2011

Maciej Kozłowski zdobywcą Pucharu Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych



Ten sezon był zdecydowanie najcięższy i udany. 9 startów w całej Polsce od morza po góry, rywalizacja w każdych warunkach na trasach łączących od 225 do 270km czyli 7-9 godzin jazdy. Bezkonkurencyjne zwycięstwo w wietrznym Kołobrzegu, trzy razy 3 miejsce w Kluczborku, Choszcznie, Łobzie. Czwarte w górskim Radkowie i szybkim Lesznie. 7 w ulewnym Gorzowie i 9 w Trzebnicy oraz Iławie. Wszystko to dało pierwszą pozycję w kategorii M2 (18-30lat) na 245 sklasyfikowanych oraz 16/2055 OPEN! Sam Maciek się tego nie spodziewał że będzie tak dobrze, ale wytrwałość do końca została nagrodzona.


7-09-2011

Amber Road 2011 - Mistrzostwa Polski w drużynowej jeździe na czas



Całe wydarzenie przedstawił Adam Borkowski w swojej relacji:

Amber Road był jednym z głównych celów tego sezonu. Niestety, los sprawił, że skład się nieco posypał, do ostatniego dnia nikt nie był pewny czy wystawimy całą 5 zawodników. Na szczęście Maciek wykonał parę telefonów i 5 zawodnik miał stawić się w dniu zawodów na starcie. Z Siedlec wyjechaliśmy samochodem w 5 osób (4 startujących i kierowca) o północy, nie spałem więc ani chwili. Na miejscu startu byliśmy jako pierwsi, jeszcze przed organizatorami. Trochę odpoczęliśmy, motywowaliśmy się, narzekaliśmy. Byliśmy jedyną drużyną, w której były niepełnoletnie osoby, na dodatek było nas 3 poniżej 18 lat. Musieliśmy więc złożyć oświadczenie, w biurze zawodów czekała dla nas także miła niespodzianka: każdy zawodnik otrzymał koszulkę rowerową, w dodatku całkiem ładną i dobrej jakości. Zdjęliśmy rowery z bagażnika dachowego, ubraliśmy się w rowerowe stroje i się trochę porozgrzewaliśmy. 5 minut przed startem Karolowi poszła dętka, najciekawsze, że nie zdarzyło to się w czasie jazdy, tylko wtedy gdy staliśmy na asfalcie. Szybka wymiana i stanęliśmy na linii startu. Po starcie od razu poszło mocne tempo. Staraliśmy się utrzymywać 40km/h, nie było z tym większych problemów. Na trasie wiał silny wiatr, wachlarze zajmowały cały pas jezdni. Po 20km Kuba i Kuba :D zaczęli odstawać, kilka razy poczekaliśmy, doszliśmy do wniosku, że jednak nie ma to większego sensu, trzeba jechać dalej. Od tej pory cały czas trzymaliśmy się kilkanaście metrów za grupą z Gliwic, jechali tempem bardzo podobnym do naszego, z tym że ich było 5 a nas 3. Jechało się bardzo przyjemnie, chwilami trochę ciężko, chwilami lżej. Cały czas na zmiany co 500m. Tak już prawdopodobnie byśmy dojechali do mety, gdybym na 58km nie poczuł, że coś się stało z przednią częścią mojego roweru, czułem, jakby zupełnie stracił sztywność. Karol zobaczył, że mam flaka. Zatrzymaliśmy się na poboczu, zmieniliśmy dętkę i dalej w drogę. Na tym przymusowym postoju ominęło nas większość drużyn, które wcześniej wyprzedziliśmy. Zaczęliśmy znowu gonić, tym razem byliśmy jeszcze bardziej zdeterminowani, jednak 3km później usłyszałem bum i poczułem miękko pod siodełkiem. Tym razem pękła nie tylko dętka ale i opona. Nie było rady, dla mnie wyścig się skończył. W dodatku Karol i Dominik jechali już we 2, przez co ich czas nie mógł liczyć się jako czas całej grupy. Musiała dojechać jeszcze 1 osoba. Wróciłem z buta ze 2km do ostatniej wsi, tam podjechał po mnie samochodem mój brat, chwilę później zobaczyliśmy, że na piechotę idzie także Kuba, pojechaliśmy więc razem samochodem na miejsce startu zawodów. Tam poczekaliśmy na resztę drużyny. Dominik z Karolem przyjechali niebawem, a drugi Kuba przyjechał z czasem 3:03, co zostało przyjęte jako nasz ostateczny czas. Gdyby nie usterki mojego roweru prawdopodobnie przejechalibyśmy trasę w czasie 2:45. Niestety, upał powyżej 30 stopni + wysokie ciśnienie w oponach nie działają razem zbyt dobrze. Mam przykrą nauczkę na przyszłość. Nie ma co płakać, wyścig był bardzo fajny, organizacja na najwyższym poziomie, za rok postaramy się przejechać ten wyścig znacznie lepiej.


7-09-2011

Kolarskie czwartki

Dzięki inicjatywie pana Jacka Tomkiewicza od jakiegoś czasu zawodnicy ATAS TEAM SIEDLCE biorą udział w imprezach o nazwie „Szybkie czwartki” rozgrywanej w okolicach Mińska Mazowieckiego. Trasa liczy niespełna 40km, znajduje się na niej 8 lotnych finiszów punktowanych odpowiedni 5,4,3,2,1 pkt za 1,2,3,4,5 miejsce. Zawodnicy ATS pokazali się z bardzo dobrej strony na rozgrywanych tam pojedynkach sprinterskich. Pomimo wysokiego poziomu , bardzo często udaje im się zajmować czołowe pozycje i dominują w tabeli podsumowującej cały cykl. Dzięki dobrej taktyce i jeździe zespołowej z każdych zawodów wychodzą z miejscem na podium.

Z najlepszej strony jako sprinter pokazał się Dominik Jastrzębski który wygrał wszystkie swoje starty. Dzielnie sobie radził Adam Borkowski, również wygrywał wielokrotnie starcia na kreskę. Maciek Kozłowski jeździł po swojemu, skakał, kombinował, podczas jednego czwartku zabłysnął tworząc solowe udane ucieczki. Karol i Kuba zawsze walczyli do końca, byli niezastąpieni w tworzeniu pociągu ATS.


16-08-2011

Kryterium w Mińsku Mazowieckim

15 sierpnia drużyna ATS stawiła się na starcie bardzo ciekawego wyścigu odbywanego w Mińsku Mazowieckim , a mianowicie Kryterium Uliczne im. Feliksa Rawskiego. Obsada wyścigu była bardzo mocna, pojawili się zawodnicyzawodowej Legii, Wkk oraz Olsh Teamu, mimo to ATS nie dał za wygraną. Młodzi zawodnicy rozgromili przeciwników ze swojej kategorii zajmując całe podium. Od początku kontrolowali wyścig, wygrana była tylko formalnością. Również wystartowali ponownie z Elitą pokazując się ze świetnej strony. Na podium tego dnia staneła również Laura Karasińska zajmując wysokie drugie miejsce. Oby więcej takich startów, gdzie ukazywana jest potęga ATLAS TEAM SIEDLCE.



zdjęcia


26-07-2011

Pomoc w organizacji ultra maratonu kolarskiego



Atlas Team Siedlce w niedzielę 24 lipca 2011 był organizatorem punktu kontrolnego w Guzowie. Jak zapowiadał Maciek, który pokonał 1008km rok temu, miał to być najlepszy punkt na trasie. Tak też się stało dzięki wspaniałej organizacji i zaangażowaniu wielu osób. Już myślimy co przygotować za rok żeby było jeszcze lepiej ;)
A oto kilka zdjęć z bufetu:

zdjęcia


20-07-2011

408 km w 19h nad morze



Dominik Jastrzębski o wyprawie:

Idea pojechania jakiegoś dłuższego dystansu w tym sezonie tak naprawdę zrodziła się już chyba w tamtym roku , po przejechaniu 350km do Częstochowy. Początkowo plan był taki, żeby pobić nasz dobowy rekord na rundach, co stanowczo odradzał nam Maciek i namówił nas na wspólną wyprawę nad morze. Pierwsze podejście było totalną klapą i nie chce już do tego wracać. :D Po 3 tygodniach postanowiliśmy jeszcze raz podjąć próbę pojechania nad morze w jeden dzień. Tym razem skład był trochę okrojony , bo zabrakło dwóch Mateuszów. Takim oto sposobem nasza czwórka czyli Maciek, Adam, Karol i ja ruszyła pięć minut po północy w piątek ósmego lipca do Mikoszewa. Pierwsze kilometry szły jak po maśle. Byliśmy zaopatrzeni w odpowiednie latarki przez co jazda w nocy była przyjemna i wręcz bezpieczniejsza od jazdy w dzień, bo ruch jest wręcz zerowy. Pierwszy postój zrobiliśmy między Węgrowem a Wyszkowem, żeby wymienić baterie w lampkach i kolejny , troszkę dłuższy już w Wyszkowie, gdzie założyliśmy cieplejsze ciuchy, bo nad ranem zrobiło się zimmnoooo. Zdziwiliśmy się że na licznikach mamy już prawie 90km , a była dopiero 3 !:D Zapowiadało się bardzo dobrze. Po tym postoju jakoś nie mogłem wkręcić się na obroty i chyba podobnie Maciek. Przeturlaliśmy się około 30-40 km i zrobiliśmy kolejny postój na jakimś CPN. Najbardziej skorzystał na nim Maciek , który miał problemy żołądkowe :D. Przesiedzieliśmy tam dosyć długo bo około 40 min ale mieliśmy spory zapas czasu i prawie nikomu się nie spieszyło ;> Dalsze kilometry znów zaczęły jakoś szybko ubywać. Niewiadomo kiedy znaleźliśmy się w Mławie , gdzie zrobiliśmy sobie ucztę pod Kauflandem. Kolejna godzinka na postoju, niepotrzebnie aż tyle siedzieliśmy ale to miała być wycieczka nie wyścig. I właśnie od tamtej pory zaczęły się schody dla Maćka :P:P Nie wiemy do końca czy udawał , czy naprawdę nie miał siły, ale szło nam jak krew z nosa… każdy z nas się męczył. Jakimś cudem dobiliśmy do Lubawy na obiad, który nie przyniósł jakiś super efektów. Dopiero 2 snickersy i cola postawiły Maćka na nogi na 300km i od tamtej pory była powtórka z pierwszej setki. W Malborku zaczęło kropić, ale było już dosyć późno i chcieliśmy być na miejscu przed zmrokiem. Wszyscy byliśmy już zmęczeni i ciężko było dopasować się do tempa kolegi tylko ja i Adam mogliśmy jeszcze współpracować bez większego zgrzytu, więc włączyliśmy tryb zombie i łykaliśmy kilometry bez zwracania uwagi na otoczenie. W końcu dojechaliśmy do Stegny , skąd miało być już blisko do naszego ośrodka…. Jednak żeby do niego dojechać musieliśmy tłuc się przez jakieś wioski dobre 10km i w końcu koło 19 dotarliśmy we 3 do celu. Maciek dołączył do nas z 15 min opóźnieniem , ale humor mu dopisywał:D Mógłbym rozpisywać się, że straciliśmy za dużo czasu na postojach, że tempo momentami było za wolne, że było parę zgrzytów podczas wyprawy, ale teraz to już nie ważne. W głowie pozostaną tylko dobre wspomnienia a w nogach wiele km przejechanych w świetnym towarzystwie ;) Dzięki chłopaki.

zdjęcia z wyprawy


20-07-2011

Kolarskie czwartki w Mińsku

Adam Borkowski o Mińsku: Skład: Dominik, Maciek, Karol, ja. Do Cegłowa pojechaliśmy pociągami, stamtąd do Mińska rowerami, w międzyczasie wstąpiliśmy do sklepu podładować akumulatory. Potem czekaliśmy pod fontanną jakieś pół godziny na kolarzy z Mińska. Pojechaliśmy na trasę wyścigu, start nie był zbyt szybki, bardziej bezpieczny niż brawurowy. Tempo wyścigu oscylowało w granicach 40-45. Przed 2 zakrętem 2 kolarzy z Mińska spróbowało uciec, na zakręcie 90 stopni jechaliśmy ponad 50, za zakrętem usłyszeliśmy uderzenie. Na zakręcie zderzyli się dwaj młodzi kolarze z Mińska jadący na MTB. Potem ściganie wyglądało zazwyczaj tak: Maciek, Karol lub ktoś z Mińska rozprowadzał, a p. Jacek, Dominik i ja ścigaliśmy się na kreskę. Do ostatniej blachy byłem cały czas 2 albo 3, jednak przy ostatnim ściganiu młody chłopak z Mińska zaczął uciekać już 1km przed kreską, nie było komu gonić, na mnie zeszła więc czarna robota i na ostatnim ściganiu zdobyłem 4 pozycję.


2-07-2011

IV Parczewski Myting rowerowy

Adam Borkowski o wyścigu:

Wyścig w Parczewie, jedna z głównych imprez w naszym kalendarzu 2011. Przed startem było dosyć zimno, słońce też się nie chciało pokazać. Nasz start odbywał się z kategoriami młodzieżowymi PZKol i Mastersami powyżej 50 lat. Na początku staraliśmy się chować, tempo szło bardzo mocne. W dodatku cały czas ktoś skakał, próbował wyrwać się z grupy, jednak wszystkie te zapędy zostawały szybko tłumione. Niestety, mniej więcej na 30km ruszyła ucieczka, w której znaleźli się kolarze z dwóch najbardziej licznych Teamów na wyścigu, przez co jedynymi osobami, które chciały ich gonić byliśmy my. Gdy więc dawaliśmy zmianę, peleton jechał 40km/h, jak schodziliśmy, prędkość spadała nawet do 28km/h. W międzyczasie odjechało jeszcze parę osób. Dopiero na koniec, do prowadzenia przyłączyły się jeszcze 2 osoby, było nas więc razem 4. Tempo szło cały czas 40km/h, część peletonu została, najbardziej denerwowali Mastersi, którzy mimo to, że non-stop wozili się na kole, próbowali jeszcze nami zarządzać. Na finisz dojechała więc całkiem liczna grupa. Mi się udało zająć zafiniszować na 2 miejsce z peletonu. Jak się później okazało, zabrakło nam 25 sekund do 4-osobowej ucieczki. W kategorii zająłem 1 miejsce, Dominik 2.

Ogólnie wyścig bardzo udany. Bardzo dobra organizacja, oprócz tego, że były 2 różne regulaminy i przydziały do kategorii były bardzo pogmatwane.

Również w tym wyścigu wystartował Maciej Kozłowski i Mariusz Grzegrzółka na dystansie 123km. Mario załapał się w ucieczce i zajął 3 miejsce w swojej kategorii, Maciek przyjechał w peletonie ze stratą 4 sekund do 3 miejsca! Średnia z ich jazdy wyniosła aż 40km/h.


2-05-2011

Radków zdobyty

Młodzi zawodnicy ATS Dominik Jastrzębski i Adam Borkowski po raz kolejny dominują! 7 maja wraz z Maćkiem Kozłowskim wystartowali w Pucharze Polskim w szosowych maratonach rowerowych. W kategorii MINI na 97 zawodników z przewagą 3 i pół minuty nad trzecim zawodnikiem wywalczyli pierwsze i drugie miejsce. Jest to niezmiernie wysokie osiągnięcie biorąc pod uwagę że był to ich pierwszy start w tak wielkiej imprezie, na dodatek w górach. Nieco bardziej doświadczony Maciek w swojej kategorii został sklasyfikowany tuż na podium. Po dwóch maratonach z cyklu Pucharu Polski obecnie zajmuje 26/633 open i 4/73 M2 szosa.


2-05-2011

Dominacja ATS w Mińsku

Ubiegłe kryterium uliczne rozgrywane w Mińsku zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie, więc postanowiliśmy wziąć w nim udział również w tym roku. Na starcie pojawiło się aż 8 naszych zawodników z różnych kategorii. Najpierw ścigała się Laura, która nie dość że wygrała w swojej kategorii, to jeszcze pokonała kilku chłopaków! Następnie w wyścigu wzięli udział Adam, Karol i Dominik, którzy zdeklasowali konkurencje zajmując 3 miejsca na podium w kategorii do lat 18. Dominik pierwsze, Adam drugie i Karol 3. W końcu przyszedł czas na start najliczniej obsadzonej kategorii. Wśród startujących byli zawodnicy między innymi OLSH Team i BDC, więc poziom był naprawdę wysoki. Mariuszowi zabrakło dosłownie 2 okrążeń, aby móc walczyć o miejsce na pudle. Maciek Karasiński jechał swoim tempem nie oglądając się na innych do samego końca. Maciek Kozłowski nie do końca wiedział czy będzie startował, przyjechał praktycznie prosto z maratonu w Trzebnicy i był ósmy. Był to również debiut Mateusza Szczygielskiego (9 pozycja), który zobaczył, jak wygląda prawdziwe ściganie. Michał Pęgowski zajął 6 miejsce przyjeżdżając w peletonie, cały czas ciągnął grupę i próbował uciekać ale tak mocna grupa nie chciała go puścić.


1-05-2011

Trzebnica zdobyta !!!

30 kwietnia Maciej Kozłowski i Mateusz Wierzejski wystartowali w pierwszej edycji Pucharu Polski w maratonach szosowych na dystansie 270km. Było wszystko, bardzo urozmaicona trasa, odcinki niczym Flandria, kilka podjazdów nawet do 14%, wąskie zjazdy, silny wiatr kolarska atmosfera, banany i grochówka. Po kilku godzinach wysiłku pierwszy na metę z ATS, co było małym zaskoczeniem przyjechał Mateusz uzyskując czas 9:03:41. Tuż za nim ze stratą 0:04:33 Maciek. Zawodnicy zajęli odpowiednio 8 i 9 miejsce w kategorii 18-30 lat. Oraz 35 i 36 open. W maratonie startowało łącznie około 600 osób. Zdjęcia z zawodów


30-04-2011

Family Cup w Siedlcach

Początkowo miałem co do tego startu mieszane uczucia, raz, że to zawody MTB, dwa, że zaraz potem miał być wyścig w Mińsku, o wiele ważniejszy dla nas. Ale gdy dowiedzieliśmy się, że w Mińsku będziemy mogli startować prawdopodobnie na dystans 8km, doszliśmy do wniosku, że jednak warto się pokazać na wyścigu w Siedlcach. Dzień przed startem pojechaliśmy w nocy na Gołoborz, poczyniliśmy odpowiednie ustawienia i z pozytywnym nastawieniem rozjechaliśmy się do domów. Następnego dnia zbiórka o 10:00 pod Atlasem, przyjechał też Hubert na rowerze pożyczonym od Dominika, a Dominik na rowerze Maćka. Wspólnie pojechaliśmy w stronę Składnicy Amunicji, w międzyczasie mijając zawodnika, który wykręcił najlepszy czas na całych zawodach. Na Gołoborzu zapisaliśmy się, zapłaciliśmy wpisowe i spotkaliśmy Krystiana, także startującego w naszej kategorii. Pojechaliśmy zobaczyć trasę. Pierwsze wrażenie: płasko, prosto, łatwizna. Jednak drugi kilometr pętli obfitował w liczne podjazdy, zakręty i chwilami piach. Ostatnia część trasy też nie była łatwa. Bardzo stromy, króciutki podjazd i najbardziej trzęsący płaski teren po jakim jeździłem. Ogólnie patrząc: było się z czym zmierzyć. Przed startem przywitaliśmy się jeszcze ze znajomymi kolarzami, atmosfera była bardzo przyjemna. Po paru startach młodszych grup wiekowych, przyszedł czas na nasz wyścig: kategorie: 15-16lat, 17-18 lat, 35-45 lat i powyżej 45 lat. Zapowiadała się więc bardzo ciekawa rywalizacja, startowało naprawdę sporo osób. Od startu od razu poszło bardzo mocne tempo. Nie mam w góralu licznika, ale czuć było, że jest ogień. Przez 1/3 pierwszego kółka nie mogłem się wpiąć w SPD, za to potem nie wypiąłem się już przez cały wyścig. Najpierw prowadził p. Paweł, potem p. Grzesiek, na pierwszym okrążeniu wskoczyliśmy już na 2-3 pozycję, którą utrzymaliśmy do końca wyścigu. Przewaga p. Grzegorza cały czas utrzymywała się na poziomie ponad 20-30 sekund. W czasie wyścigu łańcuch przeskakiwał mi na środkowej tarczy, czyli przez prawie cały czas jazdy, Dominik też miał problemy techniczne, coś wkręciło się w kasetę i nie mógł jechać na 3 najmniejszych koronkach. Od połowy drugiego okrążenia, ja wyszedłem na zmianę i jechaliśmy tak do połowy 5-ego kółka, kiedy Dominik wyprzedził mnie i utrzymał do mety kolosalną przewagę 3 sekund. Po wyścigu przez minutę słyszałem tylko tekst: dobrze jest, nie żyję. Powiem, że ja też byłem w stanie przedagonalnym. Najbardziej czułem zmęczenie płuc. Chwilę ochłonęliśmy, zjedliśmy po batonie i pojechaliśmy do sklepu po dwulitrową Colę, aby szybko uzupełnić stracony cukier. W międzyczasie zauważyłem, że w trakcie wyścigu sztyca opuściła mi się o jakieś 4cm, w dodatku siodełko zadarło się czubem do góry. Jeżeli chodzi więc o nasz sprzęt: istna masakra. Jednak nie miało to już większego znaczenia, gdyż wiedzieliśmy, że pojechaliśmy naprawdę dobrze, pokonaliśmy kogo trzeba, zajęliśmy super miejsca. Potem odbył się jeszcze wyścig kategorii 19-23 z 24-34. Startował w nim Piotrek, wykręcił 4 miejsce w swojej kategorii. Największym zaskoczeniem było miejsce 1. Ten zawodnik miał naprawdę formę godną pozazdroszczenia. Po wykręceniu świetnego czasu nie wydawał się nawet zmęczony, jakby to był normalny trening. Po zakończeniu wszystkich wyścigów zjedliśmy jeszcze kiełbaski. Potem było wręczenie nagród( dyplomy i puchary): ku wielkiemu zaskoczeniu nagrody wręczał sam Apoloniusz Tajner. Następnie tombola, każdy wylosował jakiś rowerowy drobiazg.

Podsumowując: wyścig okazał się bardzo udany, nie żałuję, że wystartowałem, naprawdę, warto było przyjechać. Jedyne do czego można się było przyczepić to to, że to wyścig MTB, a nie ukochana szosa.

Adam Borkowski

Wyniki:
Dominik 1 miejsce kat. 17-18, 4 czas open
Adam: 2 miejsce kat. 17-18, 5 czas open
Piotrek: 4 miejsce kat. 19-23

zdjęcia z zawodów - Jacek Garwolinski
zdjęcia z zawodów - Krzysztof Biarda


26-04-2011

Najbliższe starty Atlas Temu

30.04.2011 - Trzebnica, Puchar Polski w Maratonach szosowych - 270km, Maciek Kozłowski, Mateusz Wierzejski

Family Cup Siedlce - cała reszta, kto tylko może i chce

2.05.2011 - Kryterium uliczne w Mińsku Maz.

7.05.2011 - Radków, Puchar Polski w Maratonach szosowych. Adam i Dominik 65km, Maciek Kozłowski 195km.

15.05.2011 - kryterium uliczne Garwolin

20-22.05.2011 - Poznań, Akademickie Mistrzostwa Polski w kolarstwie górskim - Piotrek i Maciek plus Grzesiek z Powerkiem z Leniwców

22.05.2011 - wyścig parami na czas, Garwolin. Adam z Dominikiem plus reszta teamu szukająca par

28.05.2011 - Leszno, Puchar Polski w Maratonach szosowych - 230km, Maciek Kozłowski plus ktoś chętny

28-29.05.2011 - Garwolin, wyścig dookoła powiatu


25-04-2011

Wielkanocne treningi, lany poniedziałek

9:00 Atlas, od razu przykra sytuacja, której nie mam zamiaru komentować, tym bardziej, że są jeszcze święta. Wyjechaliśmy w 7 osób (Michał, Mateusz Wierzejski, Dominik, Karol K., Karol Ł., Kuba i ja) z chęcią przejechania trasy na Stoczek Łukowski. Jeszcze przed wyjazdem z Siedlec Mateusz nadał mocne tempo, Karol K. postanowił więc zostać w Siedlcach. Potem szły dosyć mocne zmiany, niezapowiedziana blacha na Przywory, oczywiście ja akurat byłem na prowadzeniu. W Domanicach odłączył się Mateusz, gdyż chciał jeszcze dzisiaj jechać do Warszawy. Następna blacha na Olszyc Folwark, niewiele brakowało, a wygrałby Karol, który zaatakował cichaczem. Blachę wygrał jednak Dominik, ja byłem drugi. Dalej znowu jazda na zmiany i blacha na Zabiele. Wynik jak ostatnio. W Stoczku trafiliśmy na koniec mszy, przez co musieliśmy się przebijać przez gąszcz samochodów. W Toczyskach bufet, a w Rosach na zakręcie, z samochodu wyskoczyło ze 4 chłopa, trochę nas oblali. Tam też z mojej winy niewiele brakowało, a wjechałbym w rower Dominika, na szczęście nic się nie stało. W Folwarku jakieś dzieci rzucały w nas torebkami z wodą, chyba jednak nikt nie dostał. Tam też niewiele brakowało do wypadku, Kuba za szeroko schodził ze zmiany, akurat ze sporą prędkością wyprzedzał nas samochód, na szczęście kierowca dobrze zareagował i skończył manewr jadąc dwoma kołami po poboczu. Dalej blacha na Domanice, Michał rozprowadzał, Dominik za nim, ja za Dominikiem. W czasie sprintu udało mi się usiąść na koło Dominikowi, wyprzedzić jednak nie miałem siły. Pod Lipniak Michał postanowił, że nie zejdzie poniżej 40, chyba nawet się udało. Na Wołyńce i Rakowiec się nie ścigaliśmy, za to Dominik z Michałem przysprintowali na zjeździe w Rakowcu. Wiadukt spokojnie, Nowotka delikatny sprint.

Adam Borkowski

24-04-2011

Wielkanocne treningi, prawie rekreacyjna sobota :)

Michał po treningu: Dzięki chłopaki za jazdę. Grono elitarne jak i solidne. Zrobiliśmy sobie eleganckie tapu tapu, ja poskakałem, chłopaki też dwa razy ze mną. Czerpiąc z włoskich tradycji po treningu kawka w plenerze :D


23-04-2011

Wielkanocne treningi, dzień drugi, Wielka pętla

Pomysł przejechania tej trasy zrodził się już w tamtym roku. Legendarne "górki" jak na naszą okolicę zaostrzały apetyt, jednak dopiero w teraz zebrała się odpowiednia ekipa, żeby móc przejechać tą trasę w jakimś sensowym czasie. Ruszyliśmy w 7. Przed Sokołowem Michał dał sobie spokój, w sumie jeśli miałby się zarzynać kolejne 3h to mu się nie dziwię. Po jakiś 60km Mateusza dopadł kryzys do tego problemy z przerzutką. Jakoś doturlaliśmy się do sklepu w miejscowości Kózki, niestety nie udało się przywrócić Mateusza do życia i postanowił odpocząć u koleżanki w Sarnakach. Ledwo zdarzyliśmy ruszyć i słyszymy pssss. Maciek władował się w dziurę i załatwił obie dętki. Po wymianie pogoń za jakimś nieznajomym kolarzem tak, żeby nogi nie zamulić zbytnio. I takim oto sposobem dotarliśmy do Łosic, skąd poszła już rura jak na wyścigu. Ze średniej 32 na odcinku jakiś 30-35km podkręciliśmy do ponad 34. Poczekaliśmy chwilę na Maćka na przystanku , pogadaliśmy i każdy pojechał w swoją stronę.

Dominik Jastrzębski


21-04-2011

Wielkanocne treningi

Pierwszy świąteczny trening. Byliśmy umówieni na 12 pod Atlasem. Zjawiło się zapowiedziane 7 osób czyli: Mario, Maciek, Michał, Adam, Kuba , Karol i ja. Oczywiście żeby nie było nudno , to przy przerzucaniu urwałem linkę, na szczęście sklep był niedaleko , więc trening mnie nie ominął. Tylko wyjechaliśmy z Siedlec do miejscowości Rakowiec i pierwszy strzał Maria. Trochę się porwało. Rzut oka do tyłu i połowa została tak z 100-150m, więc postanowiliśmy trochę pouciekać. Pod Wołyńce mocno pociągną Adam , dalej moja zmiana do Lipniaka, potem znów Mario i za chwilę dzwoni Maciek, żebyśmy poczekali. Przed Przyworami grupa się zjechała i była umówiona blacha. Niestety Mario złapał gumę, dzięki czemu wpadłem jako 1, za mną z niedużą stratą Adam. Szybka wymiana dętko i dalej w drogę. Na kolejne ataki długo nie trzeba było czekać. Przed Olszycami pociągną Adam potem chyba Michał i znów uformowała się ucieczka, tym razem bez Karola. I takim składem ciągnęliśmy do samego Stoczka. Tempo zabójcze Cały czas powyżej 40, ale jechało się bardzo dobrze i jakoś lekko ? W Stoczku zaczekaliśmy na resztę i dalej w trasę. Potem w miarę spokojnie , aż do Domanic, gdzie była umówiona następna blacha. Czarowanie rodem z wyścigów. Na szczęście Kuba rozkręcił trochę towarzystwo, potem chyba Maciek i Adam, dzięki któremu wygrałem. Było ciężko bo się przeliczyliśmy i musiałem finiszować ok. 500m. Ale jakoś wygrałem o grubość opony. Końcówka też mocna. Za Przyworami pociągną Adam, potem Maciek zaczął czarować, aż w końcu na Lipniaku Mario załatwił sprawę zostawiając połowę grupy z tyłu. I znów poświęcenie Adama, sprint i jakimś cudem wygrana. Oj było już ciężko. Oderwaliśmy się znowu i za jakieś 2km atak Adama pod wiadukt, już myślałem że nie dojadę do niego. I ostatni sprint pod Nowotkę, który bezapelacyjnie wygrał Mario. Uff ale się rozpisałem...

Dominik Jastrzębski


17-04-2011

Czasówka 10km - Dziewulońska Strzała

Wyniki:

1: Adam Borkowski 14:59:95 - REKORD TRASY !!!
2. Dominik Jastrzębski 15:01:02 - przegrał o sekundę i 7 setnych
3. Michał Pęgowski 15:41:58 - ubiegłoroczny zwycięzca uległ słono młodym
4. Karol z Pruszyna 16:21:45 - największa niespodzianka
5. Maciej Karasiński 16:21:68 - widać że "inwalida" też daje radę
6. Maciej Kozłowski 16:50:49- największy przegrany, włoskie góry lepiej mi odpowiadały niż jazda pod wiatr
7. Jakub Wiater 17:05:87 - poprawił wynik o ponad 2 minuty z ubiegłego roku
8. Mateusz Szczygielski 17:52:54 - pierwsza czasówka, będzie co poprawiać na przyszłość
9. Maks Kozak 20:24:33 - pierwsza jazda w życiu na szosie i od razu start na czasówce
10. Anna Świtalska 21:28:99 - wygrała w swojej kategorii
11. Laura Karasińska 22:27:35 - najmłodsza uczestniczka w historii naszych czasówek

Podsumowując, większość ze startujących odniosła większe, mniejsze indywidualne sukcesy. Ja z Michałem chyba za bardzo się nie popisaliśmy ale przyjdzie okazja kiedyś się zrewanżować choć nie ukrywam że nie potrafię jeździć czasówek i Karol w adidaskach na różowym rowerze jest w stanie podobnie pojechać bez treningu xD najbardziej zaskoczył mnie Karol z Pruszyna tak dobrym wynikiem. Obstawiałem zwycięstwo Dominika przed Michałem, ale Adam po cichu zrobił swoje, wg mnie sprawiedliwie bo najciężej przepracował zimę, należało mu się zwycięstwo reszta stawki bez większych niespodzianek. Gratuluję serdecznie wszystkim sportowej postawy i walki o każdą setną sekundy

Maciej Kozłowski


10-04-2011

Legia MTB Maraton 2011, 1 edycja - Wesoła

Dziś w pierwszej edycji maratonu doskonale spisał się Piotrek zajmując 3 miejsce na dystansie MEGA. Wrażenia ze startu:

Drugi wyścig w sezonie i widać wyraźny postęp niż w poprzednich zawodach. Przede wszystkim nie urwałem łańcucha:). Jednak muszę przyznać, że w Mrozach jechało mi sie dużo lepiej, ale było to prawdopodobnie spowodowane innym typem trasy. Ta w Mrozach była płaska a tutaj na pierwszych 5 km interwał, dwukrotnie trzeba było wbiegać z rowerem pod wydmę. Kolejne km, już na wydmie, były płaskie, aż do momentu gdy wjechaliśmy na trasę do DH, bardzo ciekawy odcinek, zjazdy w rynnie i po chwili trzeba było znowu się wspinać. Końcówka rundy płaska, tylko przy punkcie pomiarowym ostry podjazd. Jeśli chodzi o konkurencje to większość uczestników z blisko stuosobowej ekipy startującej wybrała dłuższy wariant trasy (48 km) ja zdecydowałem się na dystans MEGA 24 km. Na starcie mojej grupy było kilku zawodników z WKK i Dynama Mińsk. Początek był męczący i już myślałem, że się "ujadę", szczególnie jak młodzież z WKK co chwile wyskakiwała zza pleców. Ok 10 km udało mi się złapać w grupę z której regularnie odpadali zawodnicy. Na druga rundę wjechałem sam z jedną ze startujących pań, doszliśmy do dwóch chłopaków i tak trzymaliśmy się przez resztę trasy. W końcówce kiedy juz troszkę słabłem okazało się, że we dwójkę pojechali na Giga a mi pozostała ostatnia prosta do mety. 8 miejsce w OPEN i 3 w M2, czułem sie jak Van Summeren;)

Polecam gorąco imprezę, kameralnie bez tłoku na trasie, dobre oznakowanie, pozytywna atmosfera i organizacja. Nagrody mogłyby lepsze niż tylko dyplom, ale za to skarpetki i batonik na dzień dobry:) Dobra alternatywa dla pozostałych masówek w Polsce. Ja rozważam start w całym cyklu, apetyt rośnie w miarę jedzenia, a jedzenie po finiszu też całkiem dobre:)

20-03-2011

Northtec MTB Zima 2011

Pioterk o zawodach:

W myśl zasady, że nawet najgorszy wyścig jest najlepszym treningiem dziś wystartowałem w Mrozach razem z Karolem. Ten nie był najgorszy, tzn dla mnie okazał się najgorszy bo na 2 km przed meta urwałem łańcuch. Do tego momentu szło mi całkiem dobrze, startując z ostatniego sektora regularnie wyprzedzałem konkurencje która była przede mną. Niestety brak doświadczenia na MTB dał o sobie znać no i urwałem łańcuch. WIELKIE DZIEKI dla Karola, który dogonił mnie jak spacerowałem z rowerem do mety i użyczył mi swojego, dzięki czemu mogłem dojechać na dwóch kółkach na metę. Gdyby nie awaria była by pierwsza połowa stawki, a tak skończyło się na drugiej.

Brawo dla chłopaków z Leniwców Zygi i Grześka, którzy wygrali swoje kategorie zarówno dziś jak i w całym cyklu.

a tak wkroczyliśmy na metę




16-03-2011

XXXV Jubileuszowy Bieg Piasów

W ramach przygotowań do sezonu Maciek Karasiński wystartował w biegu narciarskim na dystansie 50km. Trasę pokonał w bardzo dobrym czasie 3:07:57 !

zdjęcia z zawodów pod linkiem: Bieg Piastów

07-02-2011

Niedzielne treningi

Włochy:
Maciek wybrał się na długi samotny trening w kierunku Neapolu zdobyć słynny wulkan Wezuwiusz. Trzynastokilometrowy podjazd znany choćby z wyścigów Giro d'Italia został zaliczony. Wyprawa bardzo się udała. Około 150km, ponad 3000m przewyższeń. Zdjęcia z treningu pod poniższym linkiem:
Wezuwiusz


Polska:
Michał w Warszawie również ciężko przygotowuje się do sezonu. Dziś pojechał na Rondo Babka wziąć udział w treningu z mocnymi kolarzami między innymi z wielokrotnym mistrzem Polski w jeździe na czas.


W Siedlcach młodzi kolarze ATS nie śpią. Dziś przekręcili nieco ponad 80km wraz z nowym kolegą Karolem. Mnijmy nadzieję że jazda z Nami się spodobała i będzie regularnie przyjeżdżał pod Atlas.


31-01-2011

Przygotowania do sezonu!

Przygotowania do nowego sezonu wśród członków Atlas Teamu idą pełną parą. Wbrew pozorom nie tylko Maciek szykuje formę na 2011 rok. Adam prawie codziennie zmaga się z mrozem i oblodzonymi drogami oraz niezrozumieniem kolegów :D . Michał , Dominik i Karol "torturują" się na trenażerach , Maciek z Piotrkiem śmigają po lasach na nartach. Coś czuję , że w tym sezonie będzie się działo ! Ponad to kilku nowych zawodników zadeklarowało się, że będzie przyjeżdżało pod Atlas, co z tego wyjdzie zobaczymy. Pozostaje tylko życzyć sobie , żeby zima szybko się skończyła !


30-01-2011

Pozdrowienia z Włoch !

Ze względu na śnieżną zimę w Polsce Maciek postanowił spędzić ten okres w południowej słonecznej Italii przygotowując się do startów w zbliżającym się sezonie. Od 1 października 2010 do 21 lutego 2011 trenuje na górzystych trasach Giro d'Italia. Co więcej stara się przeplatać treningi grając w hiszpańsko-włoską piłkę, biegając a w deszczowe dni ćwiczeniami pod dachem. Jakie będą tego rezultaty przekonamy się niebawem.


Aktualości 2010